poniedziałek, 29 grudnia 2014

Rozdział 1

Rozdział 1
„Każdy ma dwie twarze ale tylko niektórzy potrafią ją pokazać”


*Oczami Laury*
„Drogi pamiętniku. Dziś mija dokładnie rok od kiedy gram w serialu. I dokładnie 6 miesięcy od kiedy zakochałam się w Rossie. Niestety. On znalazł sobie ostatnio nową dziewczynę. Mary Hope – początkująca modelka , ma anielski głos i jedna płytę z kolędami na koncie. To niby nic wielkiego ale co jak co oni to się kochają. Nie wiem dlaczego ale wydaje mi się ,że ona coś ukrywa. Coś się święci a ja dowiem się co dokładnie.
Ps. Mam zamiar zrobić imprezę!”
*3 godziny później*
Przygotowania do imprezy trwają w najlepsze. Pomaga mi moja siostra Vanessa i Ryland. Ryland to najmłodszy brat rodzeństwa Lynch. Mieszka z rodzicami w Londynie ale na wakacje przyjeżdża do rodzeństwa. Tak dla poinformowania mamy 5 lipca. Co prawda dla dzieci uczących się w szkołach wakacje trwają już tydzień ale dla mnie zaczynają się dopiero dziś – trzeba to uczcić imprezką. Co prawda Ross miał na początku sceptyczne nastawienie co do tego wydarzenia towarzyskiego. Kiedy zaczęłam pracę w serialu zwiększył się mój stres – zaczęłam pić , trochę paliłam, ćpałam. Jednym słowem – patologia. Na szczęście z tego obłędu wyprowadził mnie Ross. To właśnie wtedy poczułam do niego coś więcej. To .. to .. to .. .było piękne. ALE! On sobie znalazł tą całą Mary. BLE! Ile ja bym dała żeby zniknęła z życia Rossa. 
Ale skoro nie może być szczęśliwy ze mną , to niech będzie sobie szczęśliwy z tą całą Mary. Ale jeżeli będę miała zostać chrzestną ich dziecka to się nie zgodzę! Chociaż w sumie to nie! Raczej chrzestną zostanie April – koleżaneczka Mary. Ross i tak mnie już ignoruje ,a co będzie za kilka lat. Chociaż liczę na to ,że nie dotrwają tyle czasu razem. No ale wróćmy do tego co ma się wydarzyć w najbliższym czasie. Z Francji ma przyjechać moja młodsza kuzynka Denis ,ma 14 lat ,a 25 sierpnia ma urodziny na które zażyczyła sobie dzień ze mną i z Rossem. Tylko ona wie ,że kocham Rossa. NIKT A NIKT oprócz niej. Czasami wydaje mi się ,że jesteśmy rodzonymi siostrami. A co jeżeli Ross przyjdzie na dzisiejszą imprezę z Mary? O NIE! Ja jej nie chce w moim domu. Wyproszę ją i już.
Myśląc tak nad Rossem i jego dziewczyną nie zauważyłam kiedy wybiła 18. Za 30 minut będą goście. Pora iść się uszykować. Poszłam do swojego pokoju i wyjęłam z szafy uszykowany uprzednio zestaw. Ruszyłam do łazienki. Zrzuciłam z siebie dres i weszłam pod prysznic. Umyłam też włosy. Kiedy wyszłam owinęłam się ręcznikiem i wysuszyłam włosy zostawiając je w nieładzie. Zrobiłam sobie makijaż ,a następnie ubrałam się. Spojrzałam jeszcze na efekt końcowy i zeszłam na dół. W salonie słyszałam śmiechy więc moi przyjaciele już przyszli. Ruszyłam żwawym krokiem w stronę salonu. Na moim czerwonym , skórzanym narożniku od lewej siedzieli :
 Ellington , Rydel , Rocky , Ryland i nieco przygnębiony Ross. A gdzie Riker i Van?
- Hej – powiedziałam zapominając o części brakującego towarzystwa.
- Siemka! – odpowiedzieli wszyscy. Znaczy ..  prawie. Ryland już tu był ,a Ross patrzył tempo w podłogę i nie miał chyba zamiaru nawet na mnie spojrzeć a co dopiero się odezwać.
- Chcecie coś do picia? Sok? Wodę? – zapytałam uprzejmie jak na gospodynię przystało.
- Ja chcę wodę – powiedziała zagapiona w telefon Rydel.
Rocky i Ellington po naradzie za plecami Rydel – dosłownie – odpowiedzieli równo – MY CHCEMY KAKAO! – Ta dwójka to wieczne dzieciaki.
- Woda , dwa kakao ,a dla Ciebie Ross? – powtórzyłam i skierowałam pytanie do najmłodszego z towarzystwa ponieważ Rylanda też gdzieś wcięło.

- Ross? – zapytałam ponownie ale nie usłyszałam odpowiedzi .. – Przyniosę Ci wodę. – odpowiedziałam w końcu i ruszyłam do kuchni. W progu stał Ryland , uśmiechnięty od ucha do ucha z błyskiem w oku. „EJ! Co ty robisz?” – zapytałam  z daleka. RyRy pokazał mi tylko żebym się uciszyła i żebym podeszła. Kiedy spojrzałam na to co działo się w kuchni o mało oczy nie wypadły mi z orbit! 


Witam :)
No i mamy pierwszy rozdział :D 
Jak Wam się podoba?
Tak jak wspomniałam lub nie rozdziały nie będą zbyt długie ale będą 2 razy w tygodniu ^^ 
Także do napisania fistaszki :*
No i oczywiście najlepsze (spóźnione) życzenia dla naszego Rossa <3







Piosenka na dziś : 

czwartek, 25 grudnia 2014

Świąteczny One Shot :3




Last Christmas 
I gave you my heart 
But the very next day 
you gave it away 
This year 
To save me from tears 
I'll give it to someone special 

Last Christmas 
I gave you my heart 
But the very next day 
you gave it away (you gave it away)
This year 
To save me from tears 
I'll give it to someone special (special)


- Niesamowite! – po moim występie rozległy się brawa i pozytywne komentarze.
-Laura , kochanie masz talent ! – powiedziała moja „ciocia” – przyjaciółka mojej mamy. Zarumieniłam się lekko.
- Pff! Każdy by tak zaśpiewał! – do konwersacji dołączył mały blondynek który do tej pory nie odzywał się ale w mojej sprawie ZAWSZE miał coś do powiedzenia. Moja wściekłość dawała o sobie znać. Popchnęłam chłopczyka ,a ten wpadł na choinkę która wpadła prosto na stół wigilijny.
*
Na samą myśl o tamtym dniu 10 lat temu zaczynam się śmiać chociaż wtedy wcale nie było mi do śmiechu ,a raczej do wstydu. Od tamtej pory nie spędzamy świąt z Lynchami bo nasze matki uznały ,że tak będzie dla nas lepiej. Troszkę było mi przykro ,że nie zobaczę już małego Rylanda i Rydel – wtedy mojej najlepszej przyjaciółki zaraz po mojej siostrze Vanessie. A właśnie! Za 3 dni święta ,a mama szykuje dla mnie i Vanessy jakąś super niespodziankę którą dostaniemy dziś wieczorem za … 10 minut. Wstałam z łóżka i wygrzebałam z szafy jakieś ubrania. Następnie odświeżyłam się i gotowa zeszłam na dół gdzie siedziała już moja siostra z mamą. Tata nie żyje. Zginął w wypadku samochodowym razem z ojcem Lynchów. Właśnie wtedy nasze mamy się zaprzyjaźniły – to było jak miałam 4 latka.
Usiadłam wygodnie na kanapie i wsłuchałam się w głos mamy.
- Posłuchajcie. W te święta odwiedzą nas wyjątkowi goście. Proszę Was nie naróbcie mi wstydu. – w tym momencie rozległ się dzwonek do drzwi. Moja mama wstała i pobiegła do drzwi.
- Stormie! Witaj kochana! – z korytarza dało usłyszeć się wrzaski mojej mamy. W progu stanęła całą rodzinka Lynchów . Prawie cała! Na mojej twarzy pojawił się szeroki uśmiech podobnie jak u Vanessy. Ona patrzyła tylko na Rikera. W młodości była w nim zakochana i to uczucie przetrwało do teraz. Wstałyśmy z kanapy i przywitałyśmy się ze Stormie , Rikerem , Rockym , Rylandem i Rydel. Tęskniłam za tą bandą. Wszyscy udali się do kuchni ,a ja wzięłam z ławy jeszcze mój telefon. Odwróciłam się na pięcie ,a w progu zobaczyłam brakującego członka rodzinki. Rossa Lynch’a.
- Witaj Marano. – powiedział na wstępie.
- Lynch. Wygląda na to ,że znów spędzimy razem święta. – odpowiedziałam zgryźliwie na co on tylko się zaśmiał.
- Mam nadzieję ,że tym razem nie wyląduje na choince. – uśmiechnął się lekko ,a ja zmierzyłam go wzrokiem mając ochotę mu przywalić.
- Zmieniłaś się Marano. Wypiękniałaś – uśmiechnął się zalotnie i zbliżył się .
- Zawsze byłam piękna Ross. – odpowiedziałam lekkim odejściem w bok.
- Nie sądzę – przegiął! Już chciałam go walnąć ,ale on chwycił mnie za nadgarstki i powalił na kanapę.
- Wydaje mi się ,że już poruszaliśmy ten temat Lauro. – oznajmił i ruszył do kuchni. Co za typ!
Ruszyłam za nim do pomieszczenia gdzie wszyscy obradowali na temat noclegów.
- Laura ,  ja wiem ,że ty nie przepadasz za Rossem ale … - zaczęła moja mama
- NIE MA MOWY! – wrzasnęliśmy obydwoje ,a potem spojrzeliśmy jak na idiotów.
- Tak postanowione. Vanessa chciała spać w pokoju z Rikiem , Rocky z Rylandem ,a Stormie w pokoju dla gości. Dla Ciebie został Ross skarbie – oznajmiła moja mama ,a mój wskaźnik wściekłości zaraz wybuchnie.
- Dlaczego ja nie mogę sobie wybrać z kim chce spać? Może chce być w pokoju z Rockym albo Rylandem! – krzyknęłam wściekła na co moja mama się oburzyła.
- Nie ma mowy młoda damo! Minęło mnóstwo czasu , trzeba w końcu zakopać topór wojenny! Mało tego jutro ty i Ross idziecie razem na zakupy. Nie masz prezentów dla Lynchów ,a oni dla Nas. Wy idziecie razem do jednej galerii ,a reszta razem do drugiej . I nie ma żadnego „ale”! – moja mama też się wściekła. „GRR!” – warknęłam i poszłam do siebie do pokoju. Walnęłam się na łóżko i zaczęłam płakać jak dziecko. Podniosłam się do pozycji siedzącej ,a przed sobą położyłam poduszkę. „To będą najgorsze święta w moim życiu!” – wrzasnęłam i zaczęłam walić pięściami w poduszkę krzycząc w niebo głosy żeby cały świat usłyszał mój gniew i ból.
- Oj … nic się nie zmieniłaś. – powiedział ,kpiąco jakiś osobnik za moimi plecami. Odwróciłam się i kogo zobaczyłam? Oczywiście pana mądrego Lyncha!
- Czego? – warknęłam ,a on znów się zaśmiał.
- No wiesz skoro mam tu z tobą spać to przyniosłem swoją walizkę kotku – powiedział i postawił swoją walizkę obok mojej szafy.
- Jeszcze raz powiesz do mnie kotku to ..
- To co? Wyląduje na choince? Przestań. Niby masz 19 lat a zachowujesz się jak jakiś bachor. Każdy normalnie by zapomniał o wszelkich sporach ,a ty dalej brniesz. – wyrzucił z siebie ostre słowa .
- Dlaczego obwiniasz mnie o to co ty sam robisz? – jego mina zrzedła i pobladła . Punkt dla mnie!
- Teraz nic nie powiesz? To w sumie lepiej . – uśmiechnęłam się zwycięsko .
- Jutro , 10 ! Masz być gotowy czaisz? A .. bym zapomniała TY śpisz na ziemi – dodałam i wyszłam z pokoju. Postanowiłam udać się do mojego azylu – na strych. Mam tam pianino , gitarę i inne instrumenty. Zawsze chodziłam tam gdy byłam smutna. Uwielbiam to miejsce. Zapach wilgoci pomieszany z moimi olejkami truskawkowymi. Włączyłam elektryczny kaloryfer i usiadłam do pianina , zaczęłam grać pewną piosenkę do której potrzeba jeszcze gitarzysty ale z pianinem też pięknie brzmi. Z mojego gardła wydobywały się czyste dźwięki ,a ja czułam się jak w raju. Kiedy dotarłam do miejsca w którym powinna pojawić się gitara ktoś zaczął na niej brzdąkać nawet do melodii . Zerknęłam w tamtą stronę i zobaczyłam Rossa. „śpiewaj” – szepnął ,a ja zaczęłam śpiewać i grać z większym powerem niż wcześniej. Ostatni refren zaśpiewaliśmy razem. Brzmiało to genialnie.
- Nieźle nam to wyszło. – powiedział blondyn
- Nam? – zapytałam niedowierzając
- No .. graliśmy razem. Mam pomysł .. – oznajmił – wiem to głupie ale .. może zaśpiewamy to razem podczas Wigilii ? – zapytał nie pewnie ,a ja zaniemówiłam.
- Ale .. to piosenka o miłości ,a nie o Świętach debilu – zakpiłam z niego bo tylko na to było mnie stać.
-  „Last Christmas” to też piosenka o miłości ,ale nikogo to nie obchodzi. To .. co ty na to? – znów zadał pytanie.
- A ja na to jak na lato – zanuciłam melodyjnie ,a on się uśmiechnął .
- Nie serio. Ja chce lato. – powiedziałam poważnie ,a on znów się zaśmiał. Objął mnie ramieniem i razem zeszliśmy na dół.
* Następny dzień godzina 12:35*
Od kilku godzin ja i Ross błądzimy po galerii w poszukiwaniu prezentu dla Vanessy. Dla Lynchów znalazłam już prezenty ale nie wiemy co dać Vance. Rikerowi kupiłam koszulkę ze „Spider Manem” ponieważ jest jego wielkim fanem , Rockiemu słuchawki w kolorze zielonym , Rylandowi 5 vinylii , Rydel różową sukienkę ,a Stormie szal w kratkę. W czasie kiedy ja szukałam prezentu dla Vanessy , podbiegł do mnie Ross.
- Znalazłem prezent dla Van i dla Ciebie też. – tym ostatnim troszkę mnie zszokował nie myślałam ,że robi mi prezent. Zrobiło mi się wstyd. Nie mam już kasy ,ani prezentu. Jakoś mu to wynagrodzę.
- Co takiego? W sensie Vance . – zapytałam .
- Choć ! – pociągnął mnie za rękę do jakiegoś sklepu. Moim oczom ukazały się śliczne rudo- brązowe kozaczki na koturnie.
- Są śliczne! Vance na pewno się spodobają. A do tego jej rozmiar! Bierzemy! – chwyciłam karton z butami i zapłaciłam za niego.
- No to .. co teraz robimy? Rodzinka będzie po Nas za godzinkę.
- Tak wiem Ross. A może się przejdziemy i poćwiczymy naszą piosenkę? Pasuje Ci? – zapytałam ,a chłopak zamyślił się
- A może pójdziemy na kakao i sernik? – dodał po chwili z triumfem .
- Jak dla mnie spoko – powiedziałam z uśmiechem ,a chłopak odwzajemnił gest. Objął mnie ramieniem (znowu o.O) i ruszyliśmy do kawiarni.
Gdy tam dotarliśmy Ross odsunął moje krzesło żebym mogła usiąść ,a następnie je zasunął.
- Jaki z Ciebie gentelmen – oznajmiłam otwierając kartę. – Co bierzemy? – dodałam po chwili
- Ja biorę gorącą czekoladę z bitą śmietaną i babeczkę z kremem truskawkowym. A ty?
- Ja biorę cappuccino z bitą śmietaną i sernik z lodami – powiedziałam i zawołałam kelnera . Podaliśmy swoje zamówienia.
- To .. Ross powiedz mi co ciekawego działo się w twoim życiu przez te 10 lat.
- Hm .. No wiesz dosyć dużo. Co konkretnie chcesz wiedzieć? – zapytał
- Szkoła? – zaśmiałam się ,a on razem ze mną
- Na początku było krucho ,ale potem jakoś wybrnąłem i udało mi się nadrobić. Zeszły rok skończyłem z wyróżnieniem – powiedział dumnie ,a ja tylko się zaśmiałam.
- Muzyka? – chłopak ciężko westchnął ,a zaraz potem odpowiedział mi na pytanie :
- W wieku 12 lat zapisałem się do chórku szkolnego. Całkiem nieźle się tam bawiłem ale zacząłem myśleć nad większą karierą wiec poprosiłem mamę żeby zapisała mnie do szkoły muzycznej. Nauczyłem się tam gry na pianinie , gitarze , na trąbce przez drugą trąbkę , na waltorni też umiem grać. Mam jakieś swoje osiągnięcia no wiesz – dyplomy , puchary , złote trofea. Na bogato jak to mówią. – Moja mina wyrażała zdziwienie chłopak tylko się zaśmiał .
- A ja mogę zadać Ci pytanie? – zapytał po chwili ,a ja przytaknęłam.
- Jak twoje życie uczuciowe? – dodał ,a ja lekko się zarumieniłam ale nie chciałam żeby to zauważył więc ukryłam twarz we włosach.
- No wiesz .. ja .. nigdy … nie … nie .. miałam chłopaka – powiedziałam jeszcze bardziej się rumieniąc ,a Ross zaśmiał się.
- Widocznie po moim „odejściu” nie mogłaś się pozbierać.- i znów zaczął się śmiać. Oburzyłam siei rzuciłam w niego moim telefonem.
- AŁA! Zła kobieto.. Jak ty mogłaś?! – zaczął piszczeć na całą kawiarnie i tym razem to ja się śmiałam.
- To ja narażam dla Ciebie mój telefon , oddawaj go! – chłopak posłusznie oddał mi moją własność ,a kelner przyniósł nam nasze zamówienia.
Jedliśmy w ciszy dopóki ja nie popiłam ciasta moją kawą. Blondyn znów zaczął się śmiać. „Masz śmietanę na ustaw downie” – powiedział przez śmiech i sięgnął po chusteczkę . „Mogę sama” – powiedziałam odsuwając twarz. „Ale tak będzie bardziej romantycznie” – powiedział i wytarł mi delikatnie kąciki ust które mimowolnie się podniosły. Reszta pobytu minęła nam w milczeniu dopóki Ross nie upaciał sobie noska kremem z babeczki. „Oj Rossy , wstań” – powiedziałam.
Kiedy podniósł swoje cztery litery z krzesła ja lekko się nachyliłam i musnęłam ustami jego nos zbierając z niego krem. „Brzoskwiniowy.. smaczny” – potem usiadłam i dokończyłam swoją kawę ,a blondyn nadal stał zamurowany.
- No co?! Rachunek proszę. – zawołałam ,a kelner przyniósł mi rachunek razem ze swoim numerem telefonu. Zostawiłam tam 38 dolarów ,a na karteczce napisałam „Dzięki ale nie skorzystam J” i razem z Rossem opuściliśmy galerię. Na parkingu czekał Rocky ze swoim samochodem i zaproponował nam podwózkę do domu.
Torby zapakowaliśmy do bagażnika ,a następnie ruszyliśmy z piskiem opon.
*Następny dzień 15*
W czasie kiedy na dole trwa świąteczny zgiełk i przygotowania do kolacji ja i blondyn siedzimy wygodnie na górze , popijamy kakao i ćwiczymy piosenkę. Nadal zastanawiam się co mogę zrobić dla niego żeby wynagrodzić mu prezent którego nie kupiłam.
- Lau za godzinkę jest kolacja .. może zaczniemy się szykować? – zapytał Ross odrywając się od mojej gitary. Przytaknęłam i ruszyłam do swojego pokoju. „Przyjdź po mnie o 16” – rzuciłam jeszcze i weszłam do pokoju. Glebłam się na łóżko i przymknęłam na chwilkę oczy. Myśl nad prezentem nie dawała mi spokoju do tego stopnia ,że chyba straciłam poczucie czasu ,a z transu wybudziło mnie szarpanie za ramię.
- Co? – zapytałam zdezorientowana Rossa który siedział obok mnie.
- Przyszedłem wcześniej i chyba dobrze po przysnęłaś.- odpowiedział ,a ja się zerwałam.
- Ile mam czasu?
- 15 minut – odpowiedział blondyn ,a ja się zerwałam. Podbiegłam szybko do szafy i wyjęłam z niej jakiś zestaw z którym ruszyłam do łazienki. Szybko wskoczyłam pod prysznic i umyłam włosy. Stanęłam przed lustrem i wysuszyłam włosy suszarką mimo iż nie jestem fanką niszczenia sobie włosów. Zrobiłam kreski czarnym, połyskującym eyelinerem ,a usta musnęłam malinowym błyszczykiem , nałożyłam trochę bronzera na kości policzkowe i włożyłam na siebie ciuchy.
Wyszłam z łazienki i spotkałam się z zachwytem Rossa. „Wow. Ty zrobiłaś to w 15 minut?” – zapytał nie dowierzając ,a ja tylko się uśmiechnęłam. Chłopak wstał i do mnie podszedł ,a widząc na twarzy moje zdziwienie pokazał palcem do góry. „Jemioła?” – mruknęłam.
- Tak. – mruknął i zaczęliśmy się do siebie zbliżać.
Nasze twarze dzieliła coraz mniejsza odległość, aż w końcu nasze wargi złączyły się w delikatnym , romantycznym pocałunku. Oderwaliśmy się od siebie uśmiechnięci i zeszliśmy na dół gdzie czekała na nas całą rodzinka. Zaczęliśmy od dzielenia się opłatkiem i składania życzeń ,a następnie od prezentów. Dostałam mnóstwo ubrań i słodyczy. Nadszedł jednak ten moment którego tak się bałam. Ross podszedł do mnie .
- Gramy? – zapytał
- Jasne. – odpowiedziałam.
Zaprosiliśmy wszystkich na górę i zaczęliśmy grać piosenkę Tom’a Odell’a - Another Love
Gdy skończyliśmy dotarło do mnie ,ze wszystko co czułam do Rossa to miłość , że zawsze go kochałam mimo iż nienawidziłam tego dokuczania z jego strony. Rozległy się gromkie brawa i wszyscy wrócili na dół oprócz mnie i Rossa który trzymał coś w rękach.
- Proszę. – wręczył mi śliczny dziennik.
- Zapisuj w nim swoje pomysły – oznajmił i przytulił mnie.
- Dziękuje ale .. ja dla Ciebie nic nie mam Ross .. wybacz mi – powiedziałam ,a po moim poliku spłynęła pojedyncza łezka którą blondyn szybko otarł.
- Laura. Mylisz się dałaś mi najpiękniejszy prezent jaki mogłem sobie wymarzyć – oznajmił.
- Jaki? – zdziwiłam się 
- Dałaś mi czas. Czas z tobą który spędziłem fantastycznie , dałaś mi posmakować twoich ust , dałaś mi prezent o jakim nie marzyłem bo nie mogłem sobie wyobrazić Ciebie i mnie razem. Ale jednak w święta cuda się zdarzają ,a ja pod choinkę dostałem twojego całusa i to jest dla mnie prezent …. Kotku – wymruczał mi do ucha ,a ja znów się popłakałam tylko ,że tym razem ze szczęścia. Spojrzałam mu w oczy ,a po sekundach wpiłam w jego delikatne usta zawieszając mu ręce na szyi. On objął mnie w talii i przyciągnął do siebie w taki sposób ,że pomiędzy nami nie było wolnej przestrzeni. Teraz już wiem. Kocham Go i on również mnie kocha. Jestem tego pewna …

        Witam :)
Jak po świętach? Dużo prezentów? :D
U mnie było fantastycznie :3 
Ale bez przypałów by się nie obyło xD 
Ja+ barszcz = brak barszczu ;cc
Mam nadzieję ,że Wigilia minęła Wam w fantastycznej atmosferze :) 
Ja napisałam dla Was OS'a którego miałam wstawić wczoraj ;pp 
Ale zaczęłam pisać w Wordzie i musiałam go jeszcze obrobić ,a to ,że wstałam o 14 mówi chyba samo za siebie XDD #alezemnieśpioch
A już jutro pierwszy rozdział opowiadania :) 
Życzę Wam miłego czytania aniołki ;D ;* 

     (piosenka którą grali Ross i Lau :D )





poniedziałek, 22 grudnia 2014

Prolog

Jestem Laura Marie Marano mam 18 lat i mieszkam w Los Angeles. Od roku pracuje na planie serialu „Austin&Ally”. Gram tam Ally. Austina gra Ross Lynch , wokalista zespołu R5.
Ross jest blondynem , o ciemnych , czekoladowych oczach. Jest troskliwy , kochany , uroczy. Wiem jak to wygląda. Więc odpowiem na Wasze pytania z góry.
Tak kocham Rossa.
Tak ma dziewczynę.
Tak. Zrobię wszystko żeby go zdobyć.

                               Witam 
Jestem Zyzia :D
Mam nadzieję ,że prolog Wam się podoba. Jest dość typowy i zdradzam Wam większość fabuły .Od razu mówię ,że rozdziały będą pojawiać się często aczkolwiek będą krótkie . Około 3-5 stron w Wordzie xdd
Tak więc zapraszam Was do czytania mojego nowego bloga 
Jednak najważniejszą kwestią jest to dlaczego znów mam nowego bloga .. ;-; No więc. Tamten troszkę mi się znudził . To już mój 3 blog. No cóż. Tak bywa . Ten jednak postaram się poprowadzić jak najdłużej . Nie wiem ile zajmie mi pisanie tego bloga ale mam nadzieję ,że około 100 rozdziałów :D A jeżeli znów założę nowego bloga to możecie mnie zabić . Dziękuję za uwagę – dobranoc .