sobota, 17 stycznia 2015

Rozdział 3

NOTKA!


W poprzednim rozdziale :
- No dobra to kto tam wejdzie? Trzeba kogoś poświęcić. – powiedziałam.
- Ja – ku naszemu zdziwieniu na chętnego zgłosił się …

[…] Rocky. Na naszych twarzach malowało się nie małe zdziwienie.
- Wejdę tam , otworzę drzwi tarasowe i okno oraz wyłączę gaz. – powiedział pewnie i wszedł do kuchni. Oby nic mu się nie stało.
*Oczami Rockiego*
Musiałem to zrobić. Nie chcę być wiecznie traktowany jak dziecko. Zresztą to nic trudnego. Przypomnijmy sobie szkolenia przeciw pożarowe. Najlepiej jest czołgać się po ziemi. Chwila moment. Co ja mam zrobić najpierw :
Czy mam zakręcić gaz czy otworzyć okna?
Gaz okna. Gaz okna. Gaz okna. Gaz okna.. Gaz … GAZ! Położyłem się na ziemi i zacząłem czołgać w stronę kuchenki. Było dość sporo dymu więc najpierw dotarłem do śmietnika, barku i jakieś szafy ,a dopiero potem do kuchenki. Wstałem i zacząłem szukać przycisków do wyłączania gazy. Oczywiście musiałem się oparzyć ale w końcu się udało. Brakowało mi powietrza więc szybko otworzyłem okno i zacząłem biec do drzwi tarasowych ale potknąłem się o wycieraczkę i NASZCZĘŚCIE udało mi się w ostatniej chwili otworzyć drzwi bo nie podoba mi się opcja przelecenia przez szklane drzwi. Upadłem na ziemię.

*Oczami Rydel*
Rocky nie wychodzi z tej kuchni od dobrej pół godziny ,a na dodatek Ross i Lau też nie wracają. Martwię się. Dłużej nie wytrzymam. Wparowałam do kuchni. O dziwo nie było w niej już dymu ,a Rocky leżał na tarasie. „ROCKY!” – wszyscy krzyknęliśmy i podbiegliśmy do niego.
Jest nieprzytomny. „Dzwońcie po pomoc”
*Oczami Rossa*
Przeszukałem już całe miasto ,a Laury nigdzie nie ma. Może wpadła w zaspę albo ktoś ją porwał. Nie .. Ross pozbądź się takich myśli. Spokojnie. Laurze na pewno nic nie jest. Oparłem się o fotel i zacząłem myśleć. Zadzwonił telefon :
- Co jest Rik? ..
Aham .. aham .. och .. Jaki pożar?! Nie pożar? .. aaa ! No dobra … Nie ,nie znalazłem ale szukam… Dobra … nie przyjadę …
- Co się stało Ross? – usłyszałem cichy głosik na tylnym siedzeniu.
- No .. Rocky jest .. Chwilka. – odwróciłem się gwałtownie do tyłu ,a na tylnych siedzeniach leżała Laura.
- LAURA! – krzyknąłem i wychyliłem się żeby przytulić przyjaciółkę. „Jak długo tu siedzisz?” – zapytałem.
- Wlazłam na światłach – powiedziała z uśmiechem i jeszcze raz mnie przytuliła.
*30 minut później w domu*
- Proszę – zwróciłem się do Lau z kubeczkiem ciepłego mleka z cynamonem. Dziewczyna posłała mi ciepły uśmiech i zaczęła sączyć napój.
- A tak w ogóle to … dlaczego wyszłaś?
- Bo gdy wróciłam do salonu nikogo nie było więc myślałam ,że poszliście ,a przeczytałam artykuł o tej tej .. I chyba nie wyłączyłam kuchenki. – powiedziała zamyślając się przy ostatnich słowach. – Wiesz .. Rocky ucierpiał przez twoją lekkomyślność – powiedziałem.
- CO?! Gdzie on jest?! – zapytała z przerażeniem
- W szpitalu z podejrzeniem zatrucia dwutlenkiem węgla , zagrożone życie Lau – powiedziałem poważnie ,a brunetka zrobiła oczy niczym lemur ,a jakby było tego mało i tak ma już dosyć duże wiec wyglądała jak podwójny lemurek.
- Jedziemy! – powiedziała zamaszyście ,a ja wybuchłem śmiechem. Dziewczyna chyba doszła do wniosku ,że ją oszukałem i zaczęła okładać mnie poduszką wrzeszcząc żebym jej tak nie straszył.
- Lau… mogę Ci o czymś powiedzieć? – zapytałem po chwili ..
- Jasne – odpowiedziała
- Pokłóciłem się z Mary.
- Co? Dlaczego? O co lub .. kogo? – obsypała mnie lawiną pytań …
- O Ciebie – powiedziałem smutno . Laura wypluła mleko które miała w buzi i spojrzała na mnie ..
- Mnie? – zapytała piskliwie
- Tak. Bo wiesz .. ona wie ,że ja .. kiedyś byłem w tobie zakochany. – powiedziałem ,a Lau oblała się rumieńcem. Nasze twarze dzieliły milimetry i …                       


WITAM
Bardzo ,BARDZO , bardzo przepraszam ,że tak długo nie było rozdziału.
Nie miałam dostępu do internetu ;___: 
Teraz postaram się dodawać rozdziały regularnie :)
Zapraszam do komentowania :) 

Buziaki ;* 




piątek, 2 stycznia 2015

Rozdział 2

W ostatnim rozdziale :
Kiedy spojrzałam na to co działo się w kuchni o mało oczy nie wypadły mi z orbit!


W kuchni. Na blacie. Van, Riker. BLE! Liżą się jak jakieś zwierzęta. O nie nie! Ja tego tolerować nie będę! Weszłam po chamsku do kuchni .
- Eee. Gołąbeczki. WYPAD z mojej kuchni ja tu chce napoje podać. – powiedziałam stanowczo.
-Nie zabronisz mi szczęścia – wymruczała Vanessa.
- Coś mówiłaś? – powiedziałam z uśmiechem psychopatki na co Van tylko pokiwała głową i razem z Rikerem opuścili kuchnie. Zabrałam się do przygotowania napojów dla gości. Wodę nalałam do szklanek a mleko na kakao już się zagrzewało. Usiadłam na krzesełku barowym i zaczęłam przeglądać strony internetowe, W pewnej chwili natknęłam się na dość ciekawy artykuł.

„Dziś w nocy odnotowaliśmy poważny spadek temperatury. Z ponad 30 stopni ,spadło tylko do 5. Jesteśmy przekonani ,że tej nocy temperatura spadnie po niżej zera. Prosimy aby po 20 nie opuszczać swoich domostw aż do następnego dnia ,godziny 13. Przewidywane są również silne wiatry oraz drobne opady śniegu. Apelujemy o ostrożność.”

Ech .. no to super. Będę musiała przenocować moich znajomych. Wstałam z krzesełka i ruszyłam do salonu w którym niestety nikogo nie było. Czyżby wyszli do domu? O nie! Wiem ,że to głupie ale chyba pójdę ich poszukać. Mieszkają prawie na drugim końcu LA więc nie mogli zajść daleko.
Ubrałam kurtkę i wysokie kozaki i wyszłam szukać moich przyjaciół. Na dworze panowała wichura, padał śnieg i było bardzo zimno. Ruszyłam przed siebie co nie było łatwe bo śnieg prószył mi prosto w oczy. Nie obyłoby się bez gleb. Wywaliłam się bo lekko przyspieszyłam. Co za pech! Nawet podnieść się nie mogłam. Było mi strasznie zimno. Ale po kilku próbach udało mi się. Ruszyłam dalej przed siebie.

*W tym samym czasie oczami Rydel*
-ej! – pisnęłam głośno, uporczywie wąchając.
- Co jest ? – zapytała Van i też zaczęła niuchać.
- Czujecie to? – zapytałam. – Pachnie jakby coś się paliło ,czy Lau nie potrafi zaparzyć mleka na kakao? – skierowałam swoje słowa rozglądając się po pomieszczenie i napotkałam na wzrok Van.
- Jak śmiesz tak mówić na moją siostrę? Co ty sobie wyobrażasz? Laura gotuje lepiej niż wy wszyscy razem wzięci! – wywrzeszczała ,a ja czułam narastającą wściekłość.
- Sugerujesz ,że nie umiem gotować? O, proszę Cię! To ja gotuję lepiej. Od Laury i od Ciebie również! – krzyknęłam do Nessi ,a ta zrobiła się cała czerwona ale zaraz potem tylko lekko się uśmiechnęła.
- Zróbmy sobie Master Chef’a ! Dowiemy się kto lepiej gotuje, no chyba ,że … - powiedziała przeciągając. „NIE KOŃCZ!” – krzyknęłam
- PĘKASZ! – parsknęła mi prosto w twarz plując przy tym. Wybuchła szyderczym śmiechem.
- Okej.- powiedziałam naburmuszona.
- Dobra! KIEtUNEK – odwróciła się i wskazała palcem na drzwi - KUCHNIA ! – wybiegłyśmy razem jak na znak do biegu. Do kuchni pierwsza dobiegłam ja ale zaraz potem z niej wybiegłam. Oparłam się o futrynę drzwi i zaczęłam głęboko oddychać. Cała kuchnia zadymiona.
- Hej Dell’s – powiedziało całe towarzystwo razem z Van. Ja poczułam jak nogi się pode mną uginają.
- Cała kuchnia – zaczęłam sapać i nie mogłam nic powiedzieć. Zaczęłam wywijać rękoma jak jakiś down i ruszać gębą próbując przekazać im ,że cała kuchnia jest zadymiona. Van pokręciła tylko głową mrucząc ,że się poddaje po czym otworzyła drzwi i weszła do kuchni. Zaraz potem jednak wróciła się i oparła o drzwi z przerażeniem w oczach.
- Cała kuchnia jest zadymiona. Gdzie jest Laura? – zapytała Van. – Dziś przecież jest ten zakaz opuszczania domu! Co jeśli gdzieś poszła ? – Vanessa zaczęła panikować. Przewróciłam oczami i położyłam dłoń na jej ramię :
- Spokojnie. Lau nie jest aż tak głupia.
- Jeszcze 5 minut temu mówiłaś ,że nie potrafi gotować. – wytknęła mi w twarz.
- Znowu zaczynasz Vans? – zapytałam z politowaniem. „To ty zaczynasz!” – powiedziała i tak zaczęła się nasza kłótnia. Zaczęłyśmy obrzucać się obelgami i szarpać za włosy.
- HEJ! – usłyszałyśmy wrzask. Stanęłyśmy w miejscu. Ja zrobiłam minę jak struś ,a Van jak goryl.
- Uspokójcie się. Skupmy się na priorytetach. Musimy opanować ten bajzel w kuchni i znaleźć Laurę ,a nie kłócić się o jakieś bzdury. Rozdzielmy się . Ja poszukam Laury ,a Wy ogarnijcie kuchnie.
- po raz pierwszy tego wieczoru odezwał się Ross. Mówił z takim przejęciem jakby kochał Laurę ponad życie ale przecież on jest z Mary.
- Ja się zgadzam. Dells sorki za tę kłótnię. – powiedziała Vanessa.
- Nie ma sprawy! – powiedziałam i przytuliłam ją. „Ale nie myśl że Master Chefa nie będzie” – powiedziałam jeszcze.
- Dobra. To ja .. mogę wziąć Wasz samochód ? – zapytał jeszcze na co Van tylko pokręciła głową ,a Ross wybiegł szukać Laury.
- No dobra to kto tam wejdzie? Trzeba kogoś poświęcić. – powiedziałam.

- Ja – ku naszemu zdziwieniu na chętnego zgłosił się .. 


Witam.
Przed Wami kolejny rozdział :) 
Jak Wam się podoba?



Piosenka na dziś :