W ostatnim rozdziale :
Kiedy spojrzałam na to co działo się w kuchni o mało oczy
nie wypadły mi z orbit!
W kuchni. Na blacie. Van, Riker. BLE! Liżą się jak jakieś
zwierzęta. O nie nie! Ja tego tolerować nie będę! Weszłam po chamsku do kuchni
.
- Eee. Gołąbeczki. WYPAD z mojej kuchni ja tu chce napoje
podać. – powiedziałam stanowczo.
-Nie zabronisz mi szczęścia – wymruczała Vanessa.
- Coś mówiłaś? – powiedziałam z uśmiechem psychopatki na
co Van tylko pokiwała głową i razem z Rikerem opuścili kuchnie. Zabrałam się do
przygotowania napojów dla gości. Wodę nalałam do szklanek a mleko na kakao już
się zagrzewało. Usiadłam na krzesełku barowym i zaczęłam przeglądać strony
internetowe, W pewnej chwili natknęłam się na dość ciekawy artykuł.
„Dziś w nocy odnotowaliśmy poważny spadek temperatury. Z ponad 30 stopni ,spadło tylko do 5. Jesteśmy przekonani ,że tej nocy temperatura spadnie po niżej zera. Prosimy aby po 20 nie opuszczać swoich domostw aż do następnego dnia ,godziny 13. Przewidywane są również silne wiatry oraz drobne opady śniegu. Apelujemy o ostrożność.”
Ech .. no to super. Będę musiała przenocować moich
znajomych. Wstałam z krzesełka i ruszyłam do salonu w którym niestety nikogo
nie było. Czyżby wyszli do domu? O nie! Wiem ,że to głupie ale chyba pójdę ich
poszukać. Mieszkają prawie na drugim końcu LA więc nie mogli zajść daleko.
Ubrałam kurtkę i wysokie kozaki i wyszłam szukać moich
przyjaciół. Na dworze panowała wichura, padał śnieg i było bardzo zimno.
Ruszyłam przed siebie co nie było łatwe bo śnieg prószył mi prosto w oczy. Nie
obyłoby się bez gleb. Wywaliłam się bo lekko przyspieszyłam. Co za pech! Nawet
podnieść się nie mogłam. Było mi strasznie zimno. Ale po kilku próbach udało mi
się. Ruszyłam dalej przed siebie.
*W tym samym czasie oczami Rydel*
-ej! – pisnęłam głośno, uporczywie wąchając.
- Co jest ? – zapytała Van i też zaczęła niuchać.
- Czujecie to? – zapytałam. – Pachnie jakby coś się
paliło ,czy Lau nie potrafi zaparzyć mleka na kakao? – skierowałam swoje słowa
rozglądając się po pomieszczenie i napotkałam na wzrok Van.
- Jak śmiesz tak mówić na moją siostrę? Co ty sobie
wyobrażasz? Laura gotuje lepiej niż wy wszyscy razem wzięci! – wywrzeszczała ,a
ja czułam narastającą wściekłość.
- Sugerujesz ,że nie umiem gotować? O, proszę Cię! To ja
gotuję lepiej. Od Laury i od Ciebie również! – krzyknęłam do Nessi ,a ta
zrobiła się cała czerwona ale zaraz potem tylko lekko się uśmiechnęła.
- Zróbmy sobie Master Chef’a ! Dowiemy się kto lepiej
gotuje, no chyba ,że … - powiedziała przeciągając. „NIE KOŃCZ!” – krzyknęłam
- PĘKASZ! – parsknęła mi prosto w twarz plując przy tym.
Wybuchła szyderczym śmiechem.
- Okej.- powiedziałam naburmuszona.
- Dobra! KIEtUNEK – odwróciła się i wskazała palcem na
drzwi - KUCHNIA ! – wybiegłyśmy razem jak na znak do biegu. Do kuchni pierwsza
dobiegłam ja ale zaraz potem z niej wybiegłam. Oparłam się o futrynę drzwi i
zaczęłam głęboko oddychać. Cała kuchnia zadymiona.
- Hej Dell’s – powiedziało całe towarzystwo razem z Van.
Ja poczułam jak nogi się pode mną uginają.
- Cała kuchnia – zaczęłam sapać i nie mogłam nic
powiedzieć. Zaczęłam wywijać rękoma jak jakiś down i ruszać gębą próbując
przekazać im ,że cała kuchnia jest zadymiona. Van pokręciła tylko głową mrucząc
,że się poddaje po czym otworzyła drzwi i weszła do kuchni. Zaraz potem jednak
wróciła się i oparła o drzwi z przerażeniem w oczach.
- Cała kuchnia jest zadymiona. Gdzie jest Laura? –
zapytała Van. – Dziś przecież jest ten zakaz opuszczania domu! Co jeśli gdzieś
poszła ? – Vanessa zaczęła panikować. Przewróciłam oczami i położyłam dłoń na
jej ramię :
- Spokojnie. Lau nie jest aż tak głupia.
- Jeszcze 5 minut temu mówiłaś ,że nie potrafi gotować. –
wytknęła mi w twarz.
- Znowu zaczynasz Vans? – zapytałam z politowaniem. „To
ty zaczynasz!” – powiedziała i tak zaczęła się nasza kłótnia. Zaczęłyśmy obrzucać
się obelgami i szarpać za włosy.
- HEJ! – usłyszałyśmy wrzask. Stanęłyśmy w miejscu. Ja
zrobiłam minę jak struś ,a Van jak goryl.
- Uspokójcie się. Skupmy się na priorytetach. Musimy
opanować ten bajzel w kuchni i znaleźć Laurę ,a nie kłócić się o jakieś bzdury.
Rozdzielmy się . Ja poszukam Laury ,a Wy ogarnijcie kuchnie.
- po raz pierwszy tego wieczoru odezwał się Ross. Mówił z
takim przejęciem jakby kochał Laurę ponad życie ale przecież on jest z Mary.
- Ja się zgadzam. Dells sorki za tę kłótnię. – powiedziała
Vanessa.
- Nie ma sprawy! – powiedziałam i przytuliłam ją. „Ale
nie myśl że Master Chefa nie będzie” – powiedziałam jeszcze.
- Dobra. To ja .. mogę wziąć Wasz samochód ? – zapytał
jeszcze na co Van tylko pokręciła głową ,a Ross wybiegł szukać Laury.
- No dobra to kto tam wejdzie? Trzeba kogoś poświęcić. –
powiedziałam.
- Ja – ku naszemu zdziwieniu na chętnego zgłosił się ..
Witam.
Przed Wami kolejny rozdział :)
Jak Wam się podoba?
Piosenka na dziś :

Ale fajny rodzialik :) Kiedy next?
OdpowiedzUsuńPs. Wbijaj do mnie
rauradiary.blogspot.com