niedziela, 22 lutego 2015

Rozdział 4

W poprzednim rozdziale :
- Tak. Bo wiesz .. ona wie ,że ja .. kiedyś byłem w tobie zakochany. – powiedziałem ,a Lau oblała się rumieńcem. Nasze twarze dzieliły milimetry i …

[…] do pomieszczenia wparowało moje rodzeństwo i Vanessa.
- Ups .. chyba przeszkodziliśmy – powiedział Ell i wszyscy zaczęli się wycofywać.
- NIE! My tylko … - spojrzała na mnie – rozmawialiśmy. – dokończyła. Wszyscy zrobili głośne „AAAAA” i przysiadli się do Nas. Laura wstała i dała obandażowanemu Rockiemu siarczystego buziaka w policzek.
„Dzięki ,że uratowałeś moją kuchnie” – powiedziała i przytuliła go. Nie mam pojęcia dlaczego ale zrobiło mi się tak jakoś dziwnie na sercu. Poczułem ukłucie i drobny żal. Zadzwonił do mnie telefon. „Mary?” – wymruczałem po cichu i wyszedłem żeby odebrać telefon.

*Oczami Laury*

- Rocky nie żyjesz ! – wywrzeszczałam i zaczęłam gonić Go wokół kanapy. Chłopak śmiał się w niebo głosy , mieszając to z popiskiwaniem. Nie było sensu kontynuować tej gonitwy więc z jak największego rozpędu wskoczyłam na chłopaka wywracając Go na dywan. Zaczęliśmy się po nim tarzać i zarazem śmialiśmy się. Rocky to mój najlepszy przyjaciel zaraz po Rossie , chociaż od kiedy on jest z Mary to nasze drogi coraz bardziej się rozchodzą.
- Laura zapomnij nie oddam Ci pilota. – powiedział przez śmiech ,a ja miałam zamiar walnąć Go w ten głupi łeb ale spojrzałam na zegarek. „20:48” – Ech .. i tak serial się już skończył. – oznajmiłam i wstałam. – Hej .. skoro jest tak późno nie ma sensu żebyście wracali do domu, jakoś Was tu upchniemy. – oznajmiłam ,a reszta przytaknęła mi.
- Ja będę spała z Rikiem. – powiedziała pewnie moja siostra i pociągnęła chłopaka za sobą , zapewne do swojego pokoju. W tym momencie do salonu wrócił Ross. Był jakiś taki zgaszony. Ciekawe co się stało.
- To może ja i Ell zajmiemy pokój gościnny? – zapytała Rydel ,a Ratliff objął ją ramieniem na co ta lekko się uśmiechnęła.
- Uhuhuhu.. Czy ja o czymś nie wiem?
- Nie wiesz o wielu rzeczach moja droga – odpowiedziała speszona Rydel.
- To było pytanie retoryczne sis – powiedział Rocky i puścił mi oczko.
- No dobra idźcie. Traficie? – zapytałam ,a oni ruszyli w stronę schodów. – uznajmy to za tak – dokończyłam wypowiedź i przeniosłam wzrok na Rockiego.
- A ty? – zapytałam.
- Ja? Ja zostanę tutaj – powiedział z uśmiechem.
- Wiesz .. kanapa jest niewygodna – ostrzegłam na co on wzruszył ramionami.
- Jakbyś zmienił zdanie , pierwsze piętro 3 drzwi na prawo, totalny luksus ,masz tam nawet łazienkę. – powiedziałam z uśmiechem.
- Dzięki , zostanę tu.
- Jak wolisz – odpowiedziałam.
Został tylko Ross , ale wszyscy przyzwyczaili się ,że on zawsze spał u mnie.
- Idziesz Ross? – zapytałam ,a on powiedział ,że zaraz przyjdzie. Przytaknęłam i ruszyłam na górę.

Wchodząc do pokoju zaciągnęłam się zapachem odświeżacza miętowo – cytrynowego i wyciągnęłam z szafy mój strój w którym śpię zawsze z Rossem czyli dres i koszulkę. Odświeżyłam się ,a kiedy wróciłam Ross siedział w bokserkach na moim łóżku. Spojrzał na mnie dziwnie : Nie będzie Ci za gorąco?
- Będzie ale nie będę spała przy tobie w bieliźnie mimo iż .. ty to robisz. – wskazałam na niego.
- Przeszkadza Ci to? – zapytał
- Nie no.. – zarumieniłam się ,a on lekko uśmiechnął. „Jak chcesz śpij w mojej koszulce” – rzucił mi ją.
- Okej ale .. nie patrz bo nie mam stanika – zaśmiałam się ,a on pokazał mi ,że mam się odwrócić. Odwróciłam się i zdjęłam top nakładając potem koszulkę Rossa. Zdjęłam też dresy ,a jego koszulka sięgała mi to połowy ud. Wślizgnęłam się pod kołdrę ,a Ross zaraz obok mnie. W pokoju było ciemno ,odwróciłam się do Rossa plecami a ten mnie objął i zaczął jeździć ręką po udzie.
- Ross, ty masz dziewczynę – powiedziałam zdegustowana jego zachowaniem.
- Nie mam – powiedział ,a ja odwróciłam się w jego stronę ..
- Pieprzona dziwka ze mną zerwała – powiedział .
- Ej .. – trzepnęłam go – nie mów tak na kobietę.
- Ale ona zasłużyła . – powiedział, a ja uniosłam dłoń żeby znów go walnąć ale on przechwycił ją i delikatnie pocałował. Na początku byłam zaskoczona jego gestem ale odwzajemniłam pocałunek. Najpierw delikatne ale potem coraz bardziej namiętne pocałunki zaczęły robić się niebezpieczne. Kiedy poczułam ręce Rossa pod koszulką mimo iż chciałam tego od dawna musiałam przerwać .
-  Ross ja .. ja nie mogę – chłopak nie przestawał i zaczął całować mnie po szyi .
- Ross! – warknęłam i odepchnęłam Go od siebie.
- Co?! – pisknął.
- Przestań. Nie możemy. – powiedziałam ,a chłopak walnął się obok mnie.
- Ale podobało Ci się? – zapytał
- Podobało .. bardzo.
- No to … dlaczego nie?
- Bo to .. mój pierwszy raz i .. wiesz ja …
- Tylko mi nie mów ,że nie jestem odpowiednim facetem
- Właśnie to chciałam powiedzieć – odparłam cicho ,a on znów mnie pocałował.
- Lau .. no proszę .. – zaskomlał ..
I ta chwila zawahania. Chęć odpowiedzenia „TAK ROSS! Zrobię z tobą wszystko!” już wyrywała mi się z ust. Ale nie mogę. Wiem ,że Ross bardzo kocha Mary i nie zrobiłby tego gdyby nie wściekłość która nim miota na lewo i na prawo i znów na lewo. Dlatego z wielkim bólem muszę stwierdzić ,że „Z miłości mu na to nie powolę!” Postanowiłam nie wyznawać zasady „Pierdolić konsekwencje” , a -  nie odpowiadać. Odwróciłam się na drugi bok i zamknęłam oczy. Chciałam się rozpłakać i jeszcze raz go pocałować ale nie mogłam. Nie mogę nawet znieść tego ,że mam spać z nim w jednym cholernym łóżku . Wstałam i wyszłam spokojnym krokiem z pokoju. Na korytarzu panował półmrok bo jedyne co go oświetlało to księżyc. Księżyc który widzi teraz wszystko co się dzieje , który pamięta czasy dinozaurów czy inny pierdółek. Szłam tak ślimaczym tempem przez długi jak trąba słonia korytarz bacznie obserwując co działo się za oknem. W blasku latarni było widać jak śniegowe zlepki delikatnie spadały z niebios. Właśnie tacy są ludzie .. jak płatki śniegu – niepowtarzalni. Obojętnie ile byś szukał nie znalazłbyś dwóch takich samych osób – każda się czymś różni.
Przechodząc obok pokoju siostry zauważyłam ,że drzwi są uchylone więc spojrzałam przez nie. Ubrania walały się po całym pokoju. Albo Vanka urządziła „Szafa Party” ,a jeżeli nie to ja nie chce być ciocią! Zamknęłam cicho drzwi żeby nikt inny nie widział tego makabrycznego widoku.
Usiadłam sobie w kącie i zwinęłam się w kłębek.
Przez głowę przemijały mi tysiące myśli – o mnie, o Rossie , o życiu , o rodzicach , o Vanessie , o .. miłości. Dlaczego musiałam zakochać w kimś tak nieodpowiednio odpowiednim?
- Laura? – usłyszałam głos tuż nad moją głową , zerknęłam do góry i ujrzałam Rockiego.
- Cześć brunetkolu – powiedziałam cicho i ochryple.
- Dlaczego nie śpisz? – zapytał zdziwiony.
- Bo nie mogłam. Przeszłam się i troszkę mi się przysnęło w kąciku. – powiedziałam z ironią i drobnym smutkiem. Myślałam ,że Rocky nie wyczuje mojego niechcenia ale pomyliłam się. Płomyczki w jego oczach zgasły ,a usta związały w wąska kreskę.
Chłopak ukląkł obok mnie i spojrzał głęboko w oczy z których cisnęły się łzy.
- Lauruś , co się stało? - zapytał z troską i pogładził po policzku.
Lekko się zarumieniłam ,a Rocky uśmiechnął się . trwaliśmy chwilkę w milczeniu dopóki z moich oczu nie zaczęły wypływać wodospady łez.
Rocky nie czekał zbyt długo ,otulił mnie swoim ramieniem ,a ja wtuliłam się w jego tors tak ,ze moje łzy kapały na jego czarną koszulkę.
Zaczęłam głośno szląchać ,a brunet gładził mnie po głowie , włosach i plecach.
Płakałam głośniej i chciałam krzyczeć.

Krzyczeć ,że odmówiłam miłości mojego życia.
Krzyczeć ,ze mi źle , że okropnie się czuję.
Krzyczeć ,że kocham Rossa Lyncha ale on mnie nie.

Trochę się uspokoiłam kiedy poczułam ,że powierzchnia na której leży moja głowa jest strasznie mokra. Uniosłam się i spojrzałam na Rockiego.
- Dziękuję - wyszeptałam i musnęłam wargami jego policzek już drugi raz tego dnia.
Może tylko mi się wydawało ale chłopak oblał się rumieńcem.
- Pokazać Ci coś? - zapytał podejrzliwie ,a ja skinęłam głową na tak.
Szybko tego pożałowałam bo zaczął mnie łaskotać. Wybuchłam głośnym śmiechem próbując zdjąć ze swego ciała dłonie chłopaka.
- A o to najpiękniejszy śmiech jaki słyszałem. - oznajmił i przestał mnie łaskotać.
Podniosłam się do pozycji siedzącej i spojrzałam na Rockiego z małym uśmiechem.
Już miałam mu podziękować ,że ze mną jest ale przeszkodził mi pisk otwieranych drzwi zza których wyłoniła się zaspana Rydel.

- Głośniej się nie dało? - zapytała podenerwowana , mordując  nas wzrokiem.
- Dało , dało - odpowiedziałam z jadem i wyraźnie bardziej rozjus. zając Delly.
- Co wy w ogóle robicie na korytarzu? - zapytała nie mając co odpowiedzieć na moje jakże inteligentne słowa. 
- A siedzimy - odpowiedział rozradowany brunet. Rydel przewróciła oczami i miała coś powiedzieć ale z pokoju naprzeciw wyłonił się Riker.
- Można wiedzieć co robicie? - 
- A gadamy - tym razem głos zabrałam ja.
- A możecie cieszej? Bo obudzicie Vankę. 
- Dobrze ,że wy nikogo nie obudziliście swoimi jękami. - odparłam z jadem. Blondyn zarumienił się i zamknął drzwi. Rydel zaczęła cicho chichotać ,a ja i Rocky przybiliśmy sobie piątkę. Dell's wróciła do pokoju ,a ja umilkłam i wbiłam wzrok w podłogę. Rocky podniósł się i poklepał mnie po plecach. 
- Idź już spać Laura. - nie zareagowałam. Skuliłam się jeszcze bardziej czym wywołałam zdziwienie u Rockiego. 
- Nie wrócę tam. - powiedziałam cicho. Rocky wepchnął rękę pod moje kolana ,a drugą podtrzymał moje plecy unosząc mnie i niosąc do pokoju w którym spał Ross.
Zaczęłam się szarpać ,i krzyczeć żeby mnie puścił.
- Laura!Wszystkich zaraz obudzisz! - powiedział ściszonym wrzaskiem.
- To mnie puść! - oznajmiłam obojętnie i poczułam pod stopami zimne panele.
- Dlaczego nie chcesz spać z Rossem? Nigdy nie sprawiało Ci to problemu. - nie odpowiedziałam. Patrzyłam tempo w drzwi do mego pokoju. Brunet głęboko westchnął i przeniósł wzrok na mnie. 
- Chcesz spać ze mną? - zapytał ,a ja uśmiechnęłam się szeroko.
I ruszyłam do pokoju w którym miał spać SAM chłopak ale ja chętnie dotrzymam mu towarzystwa. Otworzyłam drzwi do niedużego pokoju. Pod ścianą stało dwuosobowe łóżko. W pomieszczeniu znajdowała się również szafa , dywan i biurko z komputerem.Są też drzwi do łazienki. Położyłam się na łóżku ale Rocky mnie przesunął ,a sam zajął brzeg. "Nie pozwolę Ci upaść" - szepnął mi do ucha i otulił ramieniem. Początkowo się wahałam ale silna woń perfum bruneta nie pozwoliła mi nie przytulić się do niego mocniej. Rocky pocałował mnie w czubek głowy gdy ostatni raz zaciągałam się jego zapachem. Nawet nie wiem kiedy usnęłam.



Witam ;) 
Na samym początku powiem ,że końcówka została znacznie zmieniona.
Laura miała początkowo uledz Rossowi , potem zmieniłam zdanie , wysłałam ją na korytarz ale Rocky kazał jej iść do swojego pokoju , Laura miała spać w kącie.
Ostatecznie jednak dopisałam trochę więcej i rozwinęłam ten rozdział.

Okay. 
Następny rozdział będzie w czwartek i tak już zostanie.
Raz w tygodniu w czwartek będzie rozdział :)
To tyle fistaszki :D 

Zyzia

sobota, 21 lutego 2015

Trochę mi głupio

Jak sam tytuł posta wskazuje - głupio mi.
Głupio mi ponieważ miałam dodawać rozdziały 2 razy w tygodniu no i wyszło z tego nic.
Rozdziały są przeraźliwie krótkie (nie planowałam tego) i nie było ich od jednego,dwóch miesięcy?
(sama już nie wiem ;-;) 
W każdym razie jutro na 100% pojawi się kolejny , może trochę dłuższy rozdział.
Wszystkie następne mam plan usunąć i napisać ponownie.
(ten co będzie jutro wyjątkowo mi się jako tako spodobał ^^)
 Ogólnie to tyle z tego mojego pseudo informacyjnego posta.
Życzę Wam udanego weekendu :)

Zyzia 


sobota, 17 stycznia 2015

Rozdział 3

NOTKA!


W poprzednim rozdziale :
- No dobra to kto tam wejdzie? Trzeba kogoś poświęcić. – powiedziałam.
- Ja – ku naszemu zdziwieniu na chętnego zgłosił się …

[…] Rocky. Na naszych twarzach malowało się nie małe zdziwienie.
- Wejdę tam , otworzę drzwi tarasowe i okno oraz wyłączę gaz. – powiedział pewnie i wszedł do kuchni. Oby nic mu się nie stało.
*Oczami Rockiego*
Musiałem to zrobić. Nie chcę być wiecznie traktowany jak dziecko. Zresztą to nic trudnego. Przypomnijmy sobie szkolenia przeciw pożarowe. Najlepiej jest czołgać się po ziemi. Chwila moment. Co ja mam zrobić najpierw :
Czy mam zakręcić gaz czy otworzyć okna?
Gaz okna. Gaz okna. Gaz okna. Gaz okna.. Gaz … GAZ! Położyłem się na ziemi i zacząłem czołgać w stronę kuchenki. Było dość sporo dymu więc najpierw dotarłem do śmietnika, barku i jakieś szafy ,a dopiero potem do kuchenki. Wstałem i zacząłem szukać przycisków do wyłączania gazy. Oczywiście musiałem się oparzyć ale w końcu się udało. Brakowało mi powietrza więc szybko otworzyłem okno i zacząłem biec do drzwi tarasowych ale potknąłem się o wycieraczkę i NASZCZĘŚCIE udało mi się w ostatniej chwili otworzyć drzwi bo nie podoba mi się opcja przelecenia przez szklane drzwi. Upadłem na ziemię.

*Oczami Rydel*
Rocky nie wychodzi z tej kuchni od dobrej pół godziny ,a na dodatek Ross i Lau też nie wracają. Martwię się. Dłużej nie wytrzymam. Wparowałam do kuchni. O dziwo nie było w niej już dymu ,a Rocky leżał na tarasie. „ROCKY!” – wszyscy krzyknęliśmy i podbiegliśmy do niego.
Jest nieprzytomny. „Dzwońcie po pomoc”
*Oczami Rossa*
Przeszukałem już całe miasto ,a Laury nigdzie nie ma. Może wpadła w zaspę albo ktoś ją porwał. Nie .. Ross pozbądź się takich myśli. Spokojnie. Laurze na pewno nic nie jest. Oparłem się o fotel i zacząłem myśleć. Zadzwonił telefon :
- Co jest Rik? ..
Aham .. aham .. och .. Jaki pożar?! Nie pożar? .. aaa ! No dobra … Nie ,nie znalazłem ale szukam… Dobra … nie przyjadę …
- Co się stało Ross? – usłyszałem cichy głosik na tylnym siedzeniu.
- No .. Rocky jest .. Chwilka. – odwróciłem się gwałtownie do tyłu ,a na tylnych siedzeniach leżała Laura.
- LAURA! – krzyknąłem i wychyliłem się żeby przytulić przyjaciółkę. „Jak długo tu siedzisz?” – zapytałem.
- Wlazłam na światłach – powiedziała z uśmiechem i jeszcze raz mnie przytuliła.
*30 minut później w domu*
- Proszę – zwróciłem się do Lau z kubeczkiem ciepłego mleka z cynamonem. Dziewczyna posłała mi ciepły uśmiech i zaczęła sączyć napój.
- A tak w ogóle to … dlaczego wyszłaś?
- Bo gdy wróciłam do salonu nikogo nie było więc myślałam ,że poszliście ,a przeczytałam artykuł o tej tej .. I chyba nie wyłączyłam kuchenki. – powiedziała zamyślając się przy ostatnich słowach. – Wiesz .. Rocky ucierpiał przez twoją lekkomyślność – powiedziałem.
- CO?! Gdzie on jest?! – zapytała z przerażeniem
- W szpitalu z podejrzeniem zatrucia dwutlenkiem węgla , zagrożone życie Lau – powiedziałem poważnie ,a brunetka zrobiła oczy niczym lemur ,a jakby było tego mało i tak ma już dosyć duże wiec wyglądała jak podwójny lemurek.
- Jedziemy! – powiedziała zamaszyście ,a ja wybuchłem śmiechem. Dziewczyna chyba doszła do wniosku ,że ją oszukałem i zaczęła okładać mnie poduszką wrzeszcząc żebym jej tak nie straszył.
- Lau… mogę Ci o czymś powiedzieć? – zapytałem po chwili ..
- Jasne – odpowiedziała
- Pokłóciłem się z Mary.
- Co? Dlaczego? O co lub .. kogo? – obsypała mnie lawiną pytań …
- O Ciebie – powiedziałem smutno . Laura wypluła mleko które miała w buzi i spojrzała na mnie ..
- Mnie? – zapytała piskliwie
- Tak. Bo wiesz .. ona wie ,że ja .. kiedyś byłem w tobie zakochany. – powiedziałem ,a Lau oblała się rumieńcem. Nasze twarze dzieliły milimetry i …                       


WITAM
Bardzo ,BARDZO , bardzo przepraszam ,że tak długo nie było rozdziału.
Nie miałam dostępu do internetu ;___: 
Teraz postaram się dodawać rozdziały regularnie :)
Zapraszam do komentowania :) 

Buziaki ;* 




piątek, 2 stycznia 2015

Rozdział 2

W ostatnim rozdziale :
Kiedy spojrzałam na to co działo się w kuchni o mało oczy nie wypadły mi z orbit!


W kuchni. Na blacie. Van, Riker. BLE! Liżą się jak jakieś zwierzęta. O nie nie! Ja tego tolerować nie będę! Weszłam po chamsku do kuchni .
- Eee. Gołąbeczki. WYPAD z mojej kuchni ja tu chce napoje podać. – powiedziałam stanowczo.
-Nie zabronisz mi szczęścia – wymruczała Vanessa.
- Coś mówiłaś? – powiedziałam z uśmiechem psychopatki na co Van tylko pokiwała głową i razem z Rikerem opuścili kuchnie. Zabrałam się do przygotowania napojów dla gości. Wodę nalałam do szklanek a mleko na kakao już się zagrzewało. Usiadłam na krzesełku barowym i zaczęłam przeglądać strony internetowe, W pewnej chwili natknęłam się na dość ciekawy artykuł.

„Dziś w nocy odnotowaliśmy poważny spadek temperatury. Z ponad 30 stopni ,spadło tylko do 5. Jesteśmy przekonani ,że tej nocy temperatura spadnie po niżej zera. Prosimy aby po 20 nie opuszczać swoich domostw aż do następnego dnia ,godziny 13. Przewidywane są również silne wiatry oraz drobne opady śniegu. Apelujemy o ostrożność.”

Ech .. no to super. Będę musiała przenocować moich znajomych. Wstałam z krzesełka i ruszyłam do salonu w którym niestety nikogo nie było. Czyżby wyszli do domu? O nie! Wiem ,że to głupie ale chyba pójdę ich poszukać. Mieszkają prawie na drugim końcu LA więc nie mogli zajść daleko.
Ubrałam kurtkę i wysokie kozaki i wyszłam szukać moich przyjaciół. Na dworze panowała wichura, padał śnieg i było bardzo zimno. Ruszyłam przed siebie co nie było łatwe bo śnieg prószył mi prosto w oczy. Nie obyłoby się bez gleb. Wywaliłam się bo lekko przyspieszyłam. Co za pech! Nawet podnieść się nie mogłam. Było mi strasznie zimno. Ale po kilku próbach udało mi się. Ruszyłam dalej przed siebie.

*W tym samym czasie oczami Rydel*
-ej! – pisnęłam głośno, uporczywie wąchając.
- Co jest ? – zapytała Van i też zaczęła niuchać.
- Czujecie to? – zapytałam. – Pachnie jakby coś się paliło ,czy Lau nie potrafi zaparzyć mleka na kakao? – skierowałam swoje słowa rozglądając się po pomieszczenie i napotkałam na wzrok Van.
- Jak śmiesz tak mówić na moją siostrę? Co ty sobie wyobrażasz? Laura gotuje lepiej niż wy wszyscy razem wzięci! – wywrzeszczała ,a ja czułam narastającą wściekłość.
- Sugerujesz ,że nie umiem gotować? O, proszę Cię! To ja gotuję lepiej. Od Laury i od Ciebie również! – krzyknęłam do Nessi ,a ta zrobiła się cała czerwona ale zaraz potem tylko lekko się uśmiechnęła.
- Zróbmy sobie Master Chef’a ! Dowiemy się kto lepiej gotuje, no chyba ,że … - powiedziała przeciągając. „NIE KOŃCZ!” – krzyknęłam
- PĘKASZ! – parsknęła mi prosto w twarz plując przy tym. Wybuchła szyderczym śmiechem.
- Okej.- powiedziałam naburmuszona.
- Dobra! KIEtUNEK – odwróciła się i wskazała palcem na drzwi - KUCHNIA ! – wybiegłyśmy razem jak na znak do biegu. Do kuchni pierwsza dobiegłam ja ale zaraz potem z niej wybiegłam. Oparłam się o futrynę drzwi i zaczęłam głęboko oddychać. Cała kuchnia zadymiona.
- Hej Dell’s – powiedziało całe towarzystwo razem z Van. Ja poczułam jak nogi się pode mną uginają.
- Cała kuchnia – zaczęłam sapać i nie mogłam nic powiedzieć. Zaczęłam wywijać rękoma jak jakiś down i ruszać gębą próbując przekazać im ,że cała kuchnia jest zadymiona. Van pokręciła tylko głową mrucząc ,że się poddaje po czym otworzyła drzwi i weszła do kuchni. Zaraz potem jednak wróciła się i oparła o drzwi z przerażeniem w oczach.
- Cała kuchnia jest zadymiona. Gdzie jest Laura? – zapytała Van. – Dziś przecież jest ten zakaz opuszczania domu! Co jeśli gdzieś poszła ? – Vanessa zaczęła panikować. Przewróciłam oczami i położyłam dłoń na jej ramię :
- Spokojnie. Lau nie jest aż tak głupia.
- Jeszcze 5 minut temu mówiłaś ,że nie potrafi gotować. – wytknęła mi w twarz.
- Znowu zaczynasz Vans? – zapytałam z politowaniem. „To ty zaczynasz!” – powiedziała i tak zaczęła się nasza kłótnia. Zaczęłyśmy obrzucać się obelgami i szarpać za włosy.
- HEJ! – usłyszałyśmy wrzask. Stanęłyśmy w miejscu. Ja zrobiłam minę jak struś ,a Van jak goryl.
- Uspokójcie się. Skupmy się na priorytetach. Musimy opanować ten bajzel w kuchni i znaleźć Laurę ,a nie kłócić się o jakieś bzdury. Rozdzielmy się . Ja poszukam Laury ,a Wy ogarnijcie kuchnie.
- po raz pierwszy tego wieczoru odezwał się Ross. Mówił z takim przejęciem jakby kochał Laurę ponad życie ale przecież on jest z Mary.
- Ja się zgadzam. Dells sorki za tę kłótnię. – powiedziała Vanessa.
- Nie ma sprawy! – powiedziałam i przytuliłam ją. „Ale nie myśl że Master Chefa nie będzie” – powiedziałam jeszcze.
- Dobra. To ja .. mogę wziąć Wasz samochód ? – zapytał jeszcze na co Van tylko pokręciła głową ,a Ross wybiegł szukać Laury.
- No dobra to kto tam wejdzie? Trzeba kogoś poświęcić. – powiedziałam.

- Ja – ku naszemu zdziwieniu na chętnego zgłosił się .. 


Witam.
Przed Wami kolejny rozdział :) 
Jak Wam się podoba?



Piosenka na dziś :